Piotr Sokołowski:

Komentarz do notki Ernesta Makiawelskiego: ernest.makiawelski.salon24.pl/326564,rzez-dzieci-w-norwegii 

Ciekawe co autor tego jakże inteligentnego wpisu, postulujący naukę Norwegów strzelania i dania im więcej broni powie po tym jak okazało się, że napastnik jest rodowitym Norwegiem. Zwykle takie sytuacje powodują debatę o ograniczeniu dostępu do broni ale dla takich osób jak Ernest Makiawelski jest to argument za poszerzeniem tego dostępu. Przecież gdyby dostęp do broni był całkowicie zakazany, ten mężczyzna by jej nie miał najprawdopodobniej i do ataku by nie doszło. Poza tym E.M. pisze, że w innych bardziej religijnych i tradycyjnych krajach mężczyźni reagują na takie wydarzenia zabiciem napastnika, tak jak Pan Bóg przykazał. Z tego co wiem to Pan Bóg przykazał nadstawienie drugiego policzka.



    Do tego kolejny przykład inteligencji autora. "W Teksasie na obozie skautów taka sytuacja nie miała by miejsca". Chciałem zauważyć, że w USA z tego co pamiętam były trzy masakry w szkołach i pomimo tego, że wiele osób miało wtedy broń napastnika nikt nie obezwładnił, poza tym jak on sobie wyobraża skautów biegających z bronią?



    Proponuje pan szkolenie młodych ludzi od najmłodszych lat posługiwania się bronią i tej broni używania? Radzę przejść się w weekendową noc do centrum miasta i wyobrazić sobie tych ludzi z pistoletami. No ja bym się nie czuł bezpieczniej.



    Wiem, że tacy "patrioci" twojego pokroju uważają, że wojna jest stanem naturalnym dla człowieka i trwa cały czas a jak akurat jej nie ma to trzeba ją zacząć, ale żyjemy w czasach pokoju gdzie kursy strzelania nie są chyba najważniejsze.



    Co do rzekomego braku odwagi czy przysłowiowych "jaj" Norwegów. Sam widziałem kilka razy jak na widok bójki czy innych wydarzeń tego typu bez wahania każdy przechodzień interweniował wchodząc pomiędzy dwóch pijanych i agresywnych na przykład Polaków, na których sam widok na monitorze (bo innych widoków pewnie nie oglądasz) ty byś pewnie spadł z krzesła. Jest to naród twardy i zaprawiony na skutek różnych czynników i to, że są mili i pokojowi nie oznacza, że słabi.



    Poza tym nie potrzebują nosić broni bo mają świetnie działającą policję (napastnika złapali na drugi dzień), która na miejscu zdarzenia pojawia się po kilku minutach o czym wiedzą przestępcy, co skutkuje praktycznie brakiem napadów na ulicach Oslo niezależnie od pory dnia czy nocy jak i dzielnicy, na której się przebywa. Od obrony przed terrorystami jest wojsko a nie obywatele.



    Nawiasem mówiąc chciałbym cię widzieć co byś zrobił na widok szaleńca mierzącego do ciebie z pistoletu i zabijającego wszystkich dookoła.



    Błagam cię, nie pisz tego artykułu po angielsku czy norwesku, bo akurat w Norwegii jestem a byłoby mi wstyd (na skutek pojawienia sie twojego komentarza w wiadomościach na przykład).



    A co do "zdziecinniałych" lewaków wychowanych na Sorbonie to chciałem przypomnieć, że w latach 70-tych byli oni odpowiedzialni za zabójstwa wielu osób w tym najwyższych przedstawicieli władz. Baranie!



P.S. Powstańcy warszawscy przed wojną też nie nosili broni i z tego co wiem nie byli szkoleni do jej używania.

 

Jeszcze a propos, proponowane przez pana szkolenia z używania broni przechodzili z pewnością niektórzy mieszkańcy dzielnicy imigrantów, szczególnie ci, którzy dopiero co przyjechali ze swoich rodzinnych krajów, jednak tam ten ostatni mohikanin męskości i obrońca Norwegii i w ogóle białej rasy z dziwnych przyczyn się nie pojawił. Z tego co słyszałem od pewnego Szweda, w Skandynawii, żaden faszysta nie wyjdzie na miasto demonstrując swoje poglądy (nie licząc ochranianych przez policję demonstracji) bo ma bardzo duże szanse na znalezienie się z tego powodu w szpitalu i to nie tylko za sprawą imigrantów ale też bardzo silnej w tych krajach antify i innych antyfaszystowsko nastawionych chuliganów (na przykład znajomych tych imigrantów, rodowitych Szwedów). Ale to tylko jego opowieść.